środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 9 - "Cmoknęłam Go w usta..."

3 komentarze = 10 rozdział! <3

Nie nienawidzi mnie... Mimowolnie uśmiech pojawił mi się na twarzy. Posiedziałam jeszcze chwilę na łóżku. Spod poduszki wyciągnęłam moją piżamę i weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Kiedy ciepła woda spływała po moim nagim ciele, ja myślałam. Liam okazał się dość... Pomocny. Po raz pierwszy od 3 lat spędził ze mną czas i to z własnej woli... Ale czy on przypadkiem nie podsłuchiwał mnie i psycholog?  Wyszłam z prysznica i wysuszyłam się ręcznikiem. Ubrałam się i rozczesałam włosy. Weszłam do pokoju. Sięgnęłam po ciastka. Zjadłam jedno. Może dwa lub trzy. Na prawdę są dobre. Położyłam się na miękki materac i przykryłam kołdrą. Zasnęłam.

Obudziłam się dość wcześnie. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, na którym byłam ja i Jonathan. Jakoś nie miałam czasu ani ochoty tego zmieniać... Jest 7:40, a ja leże w łóżku. Nie wiem co zrobić. Najchętniej poszłabym do Jonathana, ale muszę się "wyleczyć", żeby wujek się nie martwił. Wstałam z łóżka. Ubrałam na siebie dresy, a włosy związałam w luźnego koka. Darowałam sobie makijaż. Przecież jestem w "domu", tylko szkoda, że nie moim...
Jak najciszej zeszłam na dół. Nie chciałam nikogo obudzić, bo jest jeszcze wcześnie. Kierowałam się do kuchni, kiedy usłyszałam śmiechy. Uśmiechnęłam się lekko i szłam dalej. Liam i Karen we własnej osobie! Siedzieli przy stolę z kawą i ciastkami, którymi się wczoraj tak najadłam
- Julia! - Karen uśmiechnęła się do mnie więc odwzajemniłam ten gest - Zrobić Ci kawy?
- Nie... Nie lubię tego czarnego świństwa... - Liam szturchnął mnie w ramię. Spojrzałam w jego kierunku.
- Nie obrzydzaj! - zaczęliśmy się śmiać. Podeszłam do czajnika i zaczęłam gotować sobie wodę na herbatę.
- Wyspałaś się? - Karen wsadziła swój kubek do zmywarki. Zalałam herbatę zagotowaną wodą. Kubek chwyciłam w ręce i zaczęłam pić.
- Tak... - powiedziałam niepewnie - Coś nie tak?
- Strasznie krzyczałaś w nocy... - wzięła głęboki oddech - Liam musiał koło Ciebie siedzieć prawie całą noc... Ja wróciłam dopiero o 6.
Przeraziłam się. Upuściłam kubek z gorącą herbatą. Gorąca ciecz poparzyła moje stopy. Zaczęłam krzyczeć, a w kącikach oczu zgromadziły się łzy.
- Julia! Boże! - Karen panikowała. Skakałam z jednej nogi na drugą. Strasznie szczypało, chociaż co się dziwić, skoro woda dopiero zagotowana... Liam ściągnął swoją koszulkę, stanął na niej i wziął mnie na ręce. Był umięśniony i miał tatuaże. Jonathan też je miał, ale Liam miał ich o wiele więcej.  Posadził mnie na krzesełku i pobiegł po ręczniki, a ja włożyłam nogi do zimnej wody w wiadrze, którą przygotowała Karen.
- No to już się nie napijesz herbatki - zaśmiałyśmy się, chociaż chciało mi się płakać z bólu.
- Musisz chwilkę tak posiedzieć, a następnym razem uważać... - poklepała mnie po plecach.
- Nie będzie następnego razu... - uśmiechnęłam się lekko - oby...
- Ja muszę iść spać... Jestem wykończona! - wstała z krzesełka - Liam zrobi ci śniadanie.
Pochyliła się nade mną.
- Tak między nami... - szepnęła mi na ucho - Chyba cię polubił...
Czułam jak się rumienie, dlatego szybko spojrzałam na moje stopy, udając, że mnie zainteresowały.
Weszła na schody i już jej nie było. Liam przyszedł i zaczął wycierać kałuże. Miał już na sobie inną koszulkę. Skąd? Nie wiem...
- Liam ... Ja... Przepraszam - przerwałam ciszę. Była niezręczna - Ja to powinnam sprzątać...
- Nie jest tak źle. Przynajmniej nic poważnego Ci się nie stało - uśmiechnął się w moją stronę.
Jak już nie było śladu po rozlanej herbacie Liam zajął się przygotowaniem nam jajecznicy. Twierdzi, że jest w tym najlepszy na świecie.
- Cała paczka dzisiaj przychodzi... - postawił posiłek przede mną, a sam usiadł na przeciwko mnie.
- Co będziecie robić? - wyciągnęłam nogi z wiadra i wytarłam je o ręcznik, który leżał obok.
- Oglądać mecz... - nałożyłam trochę jajecznicy na widelec i wsadziłam sobie do buzi - Tylko nie wiem co dziewczyny będą robić. Zapewne będzie tak jak zawsze "o co w tym chodzi?", "kiedy to się skończy?" - mówił piskliwym głosem. Prawie jak Rossie. Zaczęłam się śmiać.

- To po co przychodzą? - nadal się śmiałam.
- Chcą spędzić z nami czas - jeszcze głośniej się śmiałam.
- A no tak... Ty nic nie wiesz! - opanowałam śmiech i patrzałam na zdezorientowanego Liama.
- A co mam wiedzieć? - kolejna porcja jajecznicy do buzi. Na prawdę smaczna.
- Wszystkie się w Tobie kochają. Zwłaszcza Rossie. Ona szczególnie - zaśmiałam się -  Zawsze jak z nimi gadałam to gadały albo o Tobie, jaki to jesteś "idealny" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - Albo o tym, że Jonathan nie zasługuje na mnie, tylko na nie...
Miał tak zdziwioną minę, że zaczęłam się z niego śmiać.
- Nie wiedziałeś? - przecież to było widać na kilometr!
- No, nie - zaśmiał się i zaczął jeść.
- Ty też do  nich należysz? - odezwał się kiedy wstałam od stołu.
- Słucham? - ogłupiałam.
- Według ciebie też jestem "idealny"? - zaśmiał się. Odbiło mu? Sama na to pytanie nie umiem sobie odpowiedzieć... Może tak jest? Julia, opanuj się! To brat twojego Jona!
- Nie znam Cię - talerz wsadziłam do zmywarki - zawsze mnie olewałeś, więc ja ciebie też - weszłam na schody.
- Dobre było, dzięki - wbiegłam po schodach do pokoju. Zaraz za mną wszedł Liam.
- Za taką pyszną jajecznicę jesteś mi coś winna - usiadł obok mnie na łóżku.
- Czyżby? Nie wydaje mi się - Czego on chcę? Jak pocałunku czy przytulenia to chyba padnę.
- To za moją koszulkę, którą poświęciłem, żeby ratować twoje małe stópki - wywróciłam oczami.
- Czego chcesz? - Czemu się tak do niego odzywam? Sama nie wiem...
- Masz zająć się dziewczynami. Zawsze nam przeszkadzają - wpatrywał się we mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami. Zaśmiałam się mu w twarz.
- No chyba nie! - zaśmiałam się z ironią.
- Proszę! Ja z nimi nie wytrzymam! - wywróciłam oczami.
- Daj im kasę i każ im iść do sklepu po jakieś bluzy dla ciebie  czy coś... - westchnęłam - Będą zachwycone.
- To nie taki zły plan... - odwrócił na chwilę wzrok - Dobra. Dzięki! - otworzył już drzwi i miał zamiar wychodzić, ale go zatrzymałam.
- Chcę czegoś w zamian - uśmiechnęłam się chytrze.
- Więc słucham... - zamknął drzwi i zajął swoje poprzednie miejsce.
- Hm... Będę z wami oglądała mecz, a potem zagramy w fife - uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Interesujesz się nożną? - był zaskoczony.
- Ale ty masz braki! - zaśmialiśmy się - Weź, robisz mi siarę! Podstawowych rzeczy o mnie nie wiedzieć! - udałam obrażoną.
- Oh... Wybacz. Zapomniałem - teatralnie uderzył się w głowę. Znowu się zaśmialiśmy.
- No to niby czym ja się interesuje? - zapytał, pokazując język.
- Hm... Imprezami i wyścigami, i tatuażami - pokazałam mu język. Chyba trafiłam.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy. Widziałam jak mnie obserwował, ale nie zwracałam na to większej uwagi.
- Przychodzą o 18. O 19 jest mecz  - wstał i kierował się do wyjścia.
- Yhm, jasne - przytaknęłam.
- Czekaj! - odwrócił się w moją stronę -  Idę szukać pracy... Mogę przy okazji pójść coś kupić... Czy coś...- trochę się speszyłam.
- No to super! Sam dzisiaj jest na skype i chcę spędzić z nią trochę czasu - no to super...  - Jak będziesz wychodzić, to przyjdź do mnie, to powiem co będzie potrzebne i dam ci pieniądze - uśmiechnął się. Przytaknęłam się, a on wyszedł. To coś... nowego. Bardzo luźnie mi się z nim rozmawia. Nie mam już takiego stresu, jak wczoraj.

Zapukałam do pokoju Liama, kiedy usłyszałam pozwolenie powoli i niepewnie weszłam.
- Podasz mi co mam kupić? - rozmawiał z Sam.
- Hej Julia! - pomachała mi, więc odwzajemniłam jej gest.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niej.
- Masz wygrać! Musisz utrzymać nasz honor, bo ze mną zawsze wygrywali w fife - Ah... Liam jej powiedział.
- Jasne. Ja mam przegrać? - zaśmialiśmy się.
- Musisz kupić trochę piwa, 2-3 paczki chipsów, popcorn, jakieś owocowe soki i jakieś ciasteczka. Najlepiej te co wczoraj - próbowałam wszystko zapamiętać.
- Okej. Liam... A mogę twój numer, tak w razie... - nie dał mi dokończyć.
- Tak, już - podał mi, a ja szybko klikałam klawisze na swoim telefonie. Sam nas obserwowała przez co czułam się niezręcznie.
Podziękowałam i wyszłam. Była 14:00, więc mam 4 godziny. Trochę mało czasu, ale ja mam nie dać rady?

Na samym początku poszłam do sklepu muzycznego. Nie zatrudniają. Na przeciwko była mała kawiarenka. Podeszłam do kasy i ładnie się przedstawiłam. Dziewczyna, około 19 lat, długie, rude włosy związane w koka, zaprowadziła mnie do gabinetu szefowej. Szefową, jak się okazało znałam, bo często przychodziła do mojego wujka... Kolegowali się. Od razu mnie poznała i dała mi tę prace. Zaczynam od jutra.  Wyszłam ze sklepu. Spojrzałam na zegarek. Już 17. Została mi godzina na zakupy.  Weszłam pospiesznie do sklepu i zaczęłam wrzucać produkty do wózka. Przy kasie upewniłam się czy wszystko mam. 6 piw - jest, ciastka- są, soki - są, popcorn i chipsy - są. Kupiłam jeszcze gumy i rogaliki. 17:50 wyszłam ze sklepu. Mam 10 minut do przyjazdu wszystkich, a 20 minut do domu. No pięknie! Wyciągnęłam telefon i napisałam mu SMS'a, że mogę się spóźnić.

Weszłam do domu po 20 minutach spóźnienia. Wszyscy już siedzieli przed telewizorem na kanapie. Poszłam do kuchni z zakupami i tam wsypałam je do miski lub postawiłam na talerz. Postawiłam wszystko na stoliku, przed kanapą. Rossie uważnie mnie obserwowała. Miałam ochotę pokazać jej środkowego palca, ale powstrzymałam się, bo potem musiałabym się na nią rzucić. Liam podszedł do nich. Wyciągnął portfel i dał im pieniądze. Biedny to on nie jest. Podszedł do mnie.
- Są zachwycone - wywróciłam oczami.
- No mówiłam, nie wierzyłeś mi? - udałam oburzoną.
- Szczerze? Nie. I nad nie wierze - usiadł między Louisem a Harrym.
Ja usiadłam na fotelu obok.
- No to Julia... - zielonooki zaczął - Od kiedy interesujesz się piłką nożną? Liam nam wszystko powiedział! - zarumieniłam się.
- Jak skończyłam 5 lat. Wtedy kopałam już piłkę jak profesjonalista - pamiętam to. Doskonale to pamiętam.
- Yhm... Jasne... - Louis mnie wyśmiał.
- No, naprawdę. Nie wierzysz mi? - oburzona spojrzałam w jego stronę pełna pogardy.
- Nie, nie wierze - zaśmiał się.
- To ci kiedyś pokaże - pokazałam mu język. Wszyscy się zaśmiali, więc ja też.

Mecz skończył się wynikiem 2:0 dla Irlandii, co bardzo cieszyło Nialla, bo w Irlandii się wychowywał.
- No to gramy w fife! - krzyknęłam i zabrałam Liamowi płytę z ręki i sama ją włożyłam.
- Ja gram pierwsza! Kto ze mną ma odwagę się pojedynkować? - zaśmiali się. Louis się zgłosił.
- No to może mały zakładzik, Pani bardzo pewna siebie? - wyciągnął dłoń. Przewróciłam oczami.
- Okej - chwyciłam dłoń Tomlinsona.
- Jak ja wygram, to masz pocałować Liama - uśmiechnął się w moją stronę. Odwróciłam się do Payne'a, a on był równie zdziwiony jak ja. Chłopaki zaczęli krzyczeć "Oooo".
- Zakład to zakład... - mruknęłam pod nosem.
- Ale jak ja wygram... To ty - pokazałam na Tomlinsona - wyjdziesz na ulice i będziesz krzyczał " Julia jest moim mistrzem! Nikt jej nie pokona!"  -zaśmiałam się - I... Powiesz Rossie, że ją kochasz - zaśmiał mi się w twarz.
- Nie zrobię tego... Mam dziewczynę - odparł.
- Może po prostu się boisz? - wtrącił Liam.
- Ja? Nigdy - spojrzał na mnie - zgadzam się.
Zaczęła się gra. Byłam skupiona jak nigdy. Zwracałam uwagę na każdy najdrobniejszy szczegół.Dokładnie przyciskałam przyciski na padzie. Po 20 minutach gry był wynik. 3:2 dla Tomlinsona. Nie wiem jak. Nie wiem gdzie i kiedy, ale przegrałam. CZEMU?! Za jakie grzechy mam pocałować Payne'a?! Przecież chodziłam z jego bratem! Rozmawiałam z nim 2-3 razy w ciągu 3 lat!
- Pora na twoje zadanie - uśmiechnął się triumfalnie. Przełknęłam głośno ślinę.
- Muszę?... - byłam nieźle zakłopotana. Wszyscy na mnie patrzyli, a Liam pił piwo. Ja dzisiaj nie piłam.
- Ej... Co z Tobą? Byłaś taka pewna siebie! - nerwowo poprawiłam swoje włosy.
- No, tak. Byłam - mruknęłam. Muszę to zrobić. Podeszłam do Liama i cmoknęłam go w usta. Szybko się odsunęłam, a za mną stała rozzłoszczona Rossie. Teraz się zacznie...


**************
Jestem tak bardzo szczęśliwa! Wasze komentarze czytałam nawet mojej mamie i była bardzo ze mnie "dumna". Przepraszam, że tak późno, ale byłam chora i nie miałam nawet ochoty wstawać z łóżka, a co dopiero włączać komputer i pisać. Wasze komentarze dały  mi duużo weny, więc rozdział trochę dłuższy :)
Jeśli będą 3 komentarze pojawi się kolejny! Co myślicie o relacji Liama a Julii i Louisa i Juli? Co zrobi Rossie? A jak Sam się dowie o pocałunku? ;o
~Minka ;3

KOMENTUJCIE  <3

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 8- "Nie nienawidzę cię"



                                          3 KOMENTARZE=NOWY 9 ROZDZIAŁ
- Dzień dobry - starsza kobieta podała mi dłoń.
- Dzień dobry.
- Julia Evans? 
- Tak, to ja.
- Możemy zaczynać? - miała bardzo miły głos.
- Tak, proszę wejść...
                                                                     ****
Zapraszam panią psycholog do środka i prowadzę ją do salonu. Siadam na swoim poprzednim miejscu i ponownie przykrywam się kocem. Odkładam książkę na bok i niechętnie spoglądam na nią
-Jestem Alice Foster. Jestem psychologiem. Jestem tutaj, aby ci pomóc- uśmiecha się do mnie
-Nie za dużo tego „jestem”?- pytam, a ona ani drgnie
-Jestem Julia Evans. Jestem pani pacjentką. Chciałam się zabić- mówię, a ona wzdycha
-Przejdźmy do rzeczy. Jeśli chcesz, możesz mi mówić po imieniu. Dobrze, Julia?- pyta, wyciągając swój notatnik
-Jasne- wywracam oczami, a ona ponownie na mnie zerka
-Opowiesz mi wszystko?- pyta
-Co chcesz wiedzieć?
-Dlaczego chciałaś to zrobić?
-Chciałam być z Jonathanem- mamroczę, bawiąc się skrawkiem koca
-Kim był Jonathan?
-Dobrze wiesz. Dlaczego pytasz?- złoszczę się
-Był twoim chłopakiem, tak?
-Tak
-Zginął w wypadku?
-Tak- po raz kolejny odpowiadam, a w moich oczach pojawiają się łzy
-Spokojnie- pochyla się do przodu i chce dotknąć mojej dłoni, jednak natychmiast ją zabieram
-Jak się czujesz?- pyta
-Jak cień. Nie chcę tutaj być. Chcę być z nim. Czuję się nie potrzebna, kiedy go nie ma obok. Czuję pustkę. Tylko przez niego byłam naprawdę kochana..- mówię, jednak mój głos zaczyna się łamać
-Masz przyjaciół?
-Miałam. Wszyscy się odwrócili. Wtedy… miałam jechać z nim- zaczynam mówić. Chodź niechętnie, czuję że powinnam
-A rodzice?- pyta
-Nie ma. Opiekuje się mną wujek. Teraz jest w Irlandii
-Rozumiem. Jak myślisz co by się stało.. gdyby przeżył?- pyta, a ja na nią spoglądam
-Bylibyśmy razem.. na zawsze- wyjaśniam, a ona po raz kolejny coś zapisuje
-Czym jest dla ciebie szczęście?-
-Dla mnie nie ma już czegoś takiego- szepczę
-Co lubiłaś robić, zanim to się stało?-
-Przebywać z Jonathanem
-A oprócz tego?
-To było to co lubiłam. Prawie zawsze byliśmy razem- wyjaśniam
-A zanim go poznałaś?
-Czytałam książki. Słuchałam muzyki-
-Czytasz teraz?
-Tak
-To ci pomaga odciągnąć się od rzeczywistości?-
-Nie do końca
-Co robisz, kiedy masz czas… teraz po wypadku
-Często chodzę na cmentarz- odpowiadam
-Dlaczego?- pyta
-Pani nie poszłaby, gdyby to pani chłopak tam leżał?!- pytam, lekko unosząc głos
-Spokojnie. Już ci mówiłam, że możesz mówić mi po imieniu- przypomina
-Ale nie chcę!- krzyczę
-Dobrze.. zadam ci kolejne pytanie. Co czujesz, kiedy jesteś przy nagrobku
-Czuję się dobrze. Moje miejsce jest przy nim.- odpowiadam spokojniej
-Co czułaś, kiedy traciłaś przytomność.. kiedy chciałaś się zabić?- pyta
-Spokój. Byłam spokojna, chociaż słyszałam wołanie Liama. Chciałam mu powiedzieć, że jest ok.. ale już nie mogłam- wyjaśniam
-To on cię uratował?- pyta
-Tak Liam. Brat Jonathana- mówię cicho
-To twój przyjaciel?
-Nie.. nie wiem. Nie lubi mnie.
-Dlaczego?
-Odebrałam mu ważną osobę. Też bym siebie nienawidziła- przyznaję
-Lubisz go?
-Trochę.. nie jest taki zły. Wiem, że cierpi tak jak ja.
-Chciałabyś z nim porozmawiać, przy mnie?- pyta
-Nie. Nie rozmawiamy zbyt wiele
-Jest ci przykro z tego powodu?
-Tak
-Dlaczego?
-Nie chcę by był zły. Nienawidzę siebie na tyle mocno, że nie chcę, żeby on też to do mnie czuł. –odpowiadam i w tym momencie słyszę, cichy szmer gdzieś w korytarzu. Spoglądam w tamtą stronę i dostrzegam Liama. Spogląda na nas przez chwilę, po czym odwraca się, wbiega po schodach na górę i trzaska drzwiami. Spuszczam głowę i czekam na kolejne pytanie
-Dobrze.. myślę ze na dziś wystarczy. Rozumiem, że to wszystko jest dla ciebie ciężkie.- uśmiecha się delikatnie
-Mam dla ciebie zadanie- uśmiecha się i wyciąga czystą kartkę papieru i dwa pisaki, które podaje mi
-Po co mi to?- pytam
-Chcę żebyś spisała kilka rzeczy… -zaczyna i pisze na jednej stronie kartki „+” ,a na drugiej „-„
-Zielonym pisakiem tam gdzie jest „+” napiszesz to, co może uszczęśliwić człowieka. Wszystko co przyjdzie ci do głowy. Natomiast tam gdzie jest „-„ napiszesz czerwonym mazakiem to, co może ich unieszczęśliwić. Dobrze?- wyjaśnia, a ja kiwam głową na zgodę i odbieram od niej kartkę
-Mam jeszcze jedną prośbę. Zamiast codziennie składać wizyty na cmentarzu, spróbuj zrobić coś innego.. idź do kina, biblioteki, gdziekolwiek..
-Nie mogę. Muszę go odwiedzać.- zaprzeczam
-Kolejną wizytę mamy za tydzień. Umówmy się, że przez ten czas, odwiedzisz go 2 razy, ok.?- pyta, a ja niechętnie kiwam głową na zgodę
-W takim razie dziękuję ci za dzisiejszą wizytę- uśmiecha sie i wstaje, więc ja robię to samo.
-Pamiętaj, żeby odrobić zadanie- przypomina mi, po czym odprowadzam ją do wyjścia. Kiedy tylko zamykam za nią drzwi, wracam do salonu. Nie od razu spostrzegam, stojącego na schodach Liama.
-I jak?- pyta
-Do niczego. Słyszałeś… - zaczynam
-Wystarczająco dużo- wyjaśnia i schodzi do salonu
-Jak dużo?- pytam
-Od pytania „Czym jest dla ciebie szczęście?” –cytuje i podąża do kuchni
-Więc słyszałeś, co mówiłam na twój..- podążam za nim i pytam, jednak on mi przerywa
-Tak. Słyszałem jak źle mnie oceniasz- zaczął, po czym nalał sobie soku do szklanki
-Nie oceniam cię tak- zaprzeczam i czuję się naprawdę źle z tym, że tak myśli 
-Nie ważne. Julia naprawdę to mnie nie rusza. Ale szkoda, że myślisz, że cię nienawidzę- odstawia szklankę, po czym wychodzi z kuchni, zostawiając mnie samą.
***Liam***
Kiedy wchodzę do domu, mam nadzieję, że spotkanie jeszcze się nie zaczęło… mylę się jednak, kiedy słyszę głosy dochodzące z salonu. W pewnym momencie mam ochotę podejść i wyjebać tą psycholog z mojego domu. Zadaje głupie pytania i nie rozumiem w czym mają jej niby pomóc. Irytuje mnie jeszcze bardziej, kiedy wchodzą na mój temat. Wychylam się delikatnie i obserwuję Julię. Unoszę brwi, kiedy wyraża zdanie na mój temat. Szczerze jestem pod wrażeniem jej ostatniego zdania o nienawiści. Nie myślałem, że nienawidzi samej siebie. Jednak jest na tyle głupia, że wmawia sobie, że ja czuję do niej to samo. Upuszczam bluzę, którą trzymam w ręce, co kieruje jej wzrok na mnie. przez chwilę nie wiem co zrobić, aż w końcu odwracam się i po prostu wracam do swojego pokoju. Wychodzę dopiero, wtedy kiedy Julia zamyka drzwi za tą babą. Widzę jej irytację i smutek, kiedy mówię jej, że wszystko słyszałem, a tym bardziej, kiedy mówię, że wiem jak mnie ocenia. Po wypiciu soku i krótkiej pogawędce z Julią, wracam do swojego pokoju. Rzucam się na łóżko i ponownie zaczynam odsypiać wczorajszą imprezę…

Kiedy się budzę, dochodzi już prawie 18:30. Wzdycham i odwracam się w stronę stolika, na którym wciąż leżą moje ulubione ciasteczka. Julia je tu przyniosła, ale nie tknąłem ani jednego. Nie miałem na to czasu. Wstaję, po czym biorę krótki prysznic. Kiedy wracam do pokoju, przebieram się w czystą parę dresów i wciągam na siebie czarną koszulkę. Zabieram ciasteczka i do cholery co robię??
Zmierzam w stronę pokoju Julii…
***Julia***
Od najbliższej godziny siedzę na podłodze, przy łóżku i staram się wymyśleć co napisać na kartce od psycholog. Naprawdę nie mogę nic wymyślić… jestem zaskoczona, kiedy słyszę pukanie do drzwi, jednak kiedy one się uchylają dostaję zawału..
-Mogę?- pyta, a ja kiwam głową, więc Liam wchodzi do pokoju i podchodzi do łóżka. Siada na podłodze obok mnie i opiera się o materac. Gapię się na niego, dopóki się nie odzywa
-Nie gap się tak. Przyniosłem te ciastka.- unosi opakowane, po czym je otwiera
-Chcesz?- pyta, kiwam głowa i wyjmuję jedno
-Co robisz?- pyta, zajadając się ciastkiem
-Staram się… yy.. zrobić tą listę- jąkam się i wskazuję na kartkę
-Co to?- pyta i zabiera mi ją, przyglądając się krótko
-Mam napisać co sprawia, że ludzie są szczęśliwi, a co, że jest wręcz przeciwnie- wyjaśniam, a on unosi brwi
-Głupie- prycha
-Zadanie od psycholog- wyjaśniam, unikając jego wzroku
-Mogę pomóc- wzdycha, odchylając głowę do tył i kładąc ją na materacu
-Co?- pytam
-Pomogę. Ale nie myśl, że będziemy przyjaciółmi, czy coś… po prostu nie mam co robić- wyjaśnia, a ja od razu kiwam głową
-Więc, co najpierw?- pyta spoglądając na mnie
-Um… szczęście- wzdycham i biorę zielony pisak.
-Rodzina- mówi, więc to zapisuje
-Miłość- dodaję
-Seks-wymachuje ciastkiem, kiedy to mówi, a ja na niego spoglądam
-No co? To też sprawia, że ludzie są szczęśliwi- wzrusza ramionami, a ja lekko się uśmiecham
-Nie zapiszę tego- informuję go. Otwieram usta, kiedy wyrywa mi pisaka z dłoni i sam pisze, w dodatku wielkimi literami „SEKS”
-Zwariowałeś?- pytam, zaczynając się śmiać
-No co?- prycha i przez chwilkę razem się śmiejemy. Muszę przyznać, że to fajny dźwięk… i miłe uczucie. Nie mieć go, za wroga
-Przyjaźń- dodaję
-Rodzeństwo- mówi, a między nami zapada cisza. Chłopak podnosi głowę z materaca i bierze kolejne ciastko
-Wakacje- mówię, po chwili, a on na mnie spogląda
-Imprezy- wymienia i cieszę się, że pominęliśmy tą chwilkę niezręcznej ciszy. Po kolejnych 30 minutach, cała kartka dotycząca szczęścia,  jest już zapisana, wiec zabieramy się za nieszczęście. Liam podaje mi opakowanie, do połowy zjedzonych ciasteczek, a sam bierze pisak i kartkę.
-Więc?- pyta, spoglądając na mnie
-Śmierć- mówię, a on to zapisuje
-Żal- dopisuje od siebie
-Złość-
-Smutek
-Rozpacz
-Brak bliskiej osoby- pisze, a ja się z nim zgadzam
-Pogrzeb- dodaję
-Zdrada-spogląda na mnie, a ja kiwam głową, więc to zapisuje
-Odtrącenie- mówię cicho i widzę, że Liam odkrywa dwuznaczność tego co mówię
-Ból- mówi
-Obwinianie kogoś o coś, na co nie miał wpływu- mówię, a on zaciska zęby i oddaje mi kartkę
-Nie mam ochoty już tutaj siedzieć- mówi zły i chce wstać
-Przepraszam. Przepraszam Liam. Nie chciałam. Pomożesz mi?- pytam wyciągając pisak w jego stronę. Kręci głową, po czym zabiera go z moich rąk i ponownie bierze kartkę, zapisując to co powiedziałam
-Strata- zapisuje, a ja zastanawiam się nad kolejnym wyrazem
-Nie mam pojęcia co jeszcze- mówię w końcu
-Ja też nie – wzdycha, po czym oddaje mi wszystko i ponownie zabiera ciastka
-Będę leciał- mówi wstając
-Nie musisz. Znaczy.. myślę, że możemy normalnie rozmawiać, prawda?- pytam, a on na mnie spogląda
-Julia..- zaczyna i przeciera oczy
-Naprawdę nie chcę, ok.? –mówi, a ja czuję się żałośnie
-Rozumiem- wzdycham, spuszczając wzrok. Słyszę kroki i myślę, że wychodzi do momentu, aż nie kuca, po przeciwnej stronie
-Nie rozumiesz- mówi, więc spoglądam na niego.
-Pogodziłem się z tym, że go już nie ma. Częściowo.. –wyjaśnia
-Ale nie chcę się z tobą przyjaźnić. Nie wyobrażam sobie tego.- wzrusza ramionami
-Myślałam, że..
-Przyszedłem w „Misji całkowicie pokojowej” ok.?- uśmiecha się, więc przytakuję
-W porządku, moja nowa koleżanko?- pyta, podając mi dłoń. Spoglądam na niego, po czym kiwam głową i podaję mu dłoń.
-Wstawaj- podnosi się, po czym pomaga mi i kładzie ciasteczka na mojej szafce nocnej
-Też je lubisz, nie?- pyta, na co kiwam głową. Obserwuję go, kiedy podchodzi do drzwi
-Dobranoc- mówi i je otwiera
-Idziesz gdzieś dzisiaj?- pytam
-Nie. Mam dość imprez na ten tydzień- śmieje się i wychodzi. Uśmiecham się i siadam na łóżko, kiedy drzwi ponownie się uchylają
-A i Julia?- słyszę, więc natychmiast się odwracam. Liam zagląda do pokoju i mówi
-Może i za tobą nie przepadam… ale nie nienawidzę cię- rzuca mi krótki uśmiech, po czym wychodzi i ponowie zamyka za sobą drzwi…. 


 Hej kochani!!
Dziś rozdział mojego autorstwa :D 
dziękuję za komentarze pod częścią mojej współautorki :) 
komentujcie a kolejna część pojawi się równie szybko ;) 
Mrs.Horan 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 7 - "Jest fajnym chłopakiem..."

2 komentarze = 8 rozdział <3 


Poszedłem do kuchni. Zobaczyłem tam dwie kawy i otwarte opakowanie moich ulubionych ciasteczek. 
- Julia! - zawołałem, a dziewczyna zjawiła się. - O czym rozmawiałyście? 
*** Oczami Julii ***
Przecież obiecałam, że nie powiem o tym, że mnie przed Nim ostrzegała.
- Rozmawiałyśmy... o...O jej wyjeździe - wykrztusiłam w końcu. Byłam przestraszona.
- Musiała być to ciekawa  rozmowa, bo zjadłyście moje ulubione ciasteczka - wypuścił powietrze z ust. Nie był zły.
- Przepraszam, nie wiedziałam. Były w szafce więc wzięłam... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie, dobra. Jakoś to przeżyje. To tylko ciasteczka. Nie musisz się tłumaczyć, możesz iść - więc poszłam do swojego pokoju.
Do przyjazdu psycholog mam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam się ubrać i pójść do Jonathana. Po drodze wstąpiłam do sklepu spożywczego i kupiłam Liamowi te jego ulubione ciasta, żeby później nie mieć z tym problemu. Z daleka zobaczyłam blondyna - Niall, jeśli się nie mylę. Chciałam odejść, bałam się, że przeszkadzam, ale zasugerował mi gestem ręki, żebym przyszła. Kiedy podeszłam uważnie przyglądałam się każdemu ruchowi Nialla.
- To do zobaczenia Stary. Twoja narzeczona przyszła - lekko klepnął nagrobek, położył znicz i zapalił. 
Uścisnął moją dłoń powiedział krótkie 'cześć' i poszedł.
- Hej Jonathan... - było mi ciężko powstrzymać łzy - Pewnie wiesz... Byłam w szpitalu... Miałam płukanie żołądka - dlaczego muszę być tak cholernie wrażliwa?  - chciałam popełnić samobójstwo... Chciałam być z Tobą. Przytulać, wąchać, czochrać... trzymać za rękę śmiać razem z Tobą - łzy spływały po policzkach. 
Usiadłam na ławce i próbowałam się uspokoić. Przecież to skończony rozdział. Muszę znaleźć sobie prace. Najlepiej 10-godzinną by być krócej w domu Payneów. To nie jest mój dom, to nie moja rodzina. Może Liam nie jest już dla mnie jak lew na swoją ofiarę, ale nadal ciężko się z nim rozmawia. Chociaż dzisiaj już ze mną żartował. Siedziałam zamyślona 30 minut. Najwyższy czas się brać za siebie. Wróciłam do domu Payneów. Chyba nikogo nie było. Poszłam do pokoju i rzuciłam się padnięta na łóżko. Nie wiem czemu taka zmęczona jestem. Rozpakowałam ciasteczka i poszłam do pokoju Liama. Zapukałam trzy razy i gdy usłyszałam ' proszę' weszłam. Na szafce nocnej koło lampki była litrowa woda niegazowana a obok niej leki na ból głowy. Ktoś tu ma kaca...
- Przyniosłam Ci ciasteczka... - powiedziałam niepewnie.
- Jasne, połóż  tutaj - przesunął leki i położyłam tam pudełko z ciasteczkami.
Kiedy miałam wychodzić usłyszałam ciche :
- Julia, dziękuje.
To miało dla mnie wielkie znaczenie. Nienawidzę się kłócić. Nienawidzę mieć wrogów. 
- Nie ma za co... - uśmiechnęłam się lekko - Zaraz przychodzi pani psycholog, przynieść ci coś, żebyś później nam nie przeszkadzał? 
- A z łazienki będę mógł korzystać? - zapytał żartobliwie.
- Jasne, że tak - zaśmialiśmy się.
- To nic mi nie brakuje - przytaknęłam głową i wyszłam. 
Liam na prawdę jest fajnym chłopakiem, jeśli nie jest twoim wrogiem.... Ktoś zapukał do drzwi, więc poszłam je otworzyć. To nie była osoba, której się spodziewałam, po raz kolejny tego dnia. 
- Czeeeeeść - przywitał mnie Mulat.
- Hej? - odpowiedziałam zaskoczona.
- Jest Liam? Byliśmy umówieni... - niecierpliwił się loczek.
- Z tego co wiem ma okropnego kaca i odsypia po imprezce... 
- Ja już mu wygarnę... - powiedział blondyn i podwinął  rękawy swojej bluzki. Weszli i poszli do pokoju Liama. Poszłam do kuchni jeszcze trochę ogarnąć. Nie chcę wyjść na flejtucha. 
- Liam kazał nam tu przyjść... Ci pomóc czy coś, bo on poszedł pod prysznic - Niall tak mnie wystraszył, że prawie zawału serca dostałam.
- Jasne. Możecie pościerać stół - podałam im szmatki. Nie byli zadowoleni, ale wzięli się do roboty.
- Chcecie się czegoś napić? - przytaknęli - mamy sok jabłkowy, colę i wodę...
- Wodę - odparli chórkiem. Oni chyba też mają kaca.
- Też macie kaca? Imprezowało się, co?  - zażartowałam nalewając każdemu wodę do szklanki.
- Tak wyszło.... - loczek się odezwał.
- Dobra już jestem. Sorry Julia, ale... 
- Spoko.
- Idziemy? - zwrócił się do chłopaków.
- Idziemy - wyszli na dwór, a ja marzyłam o tym, żeby wypić sobie ciepłą herbatkę, wskoczyć pod kocyk  i poczytać dobrą książkę. Zaczęłam gotować wodę. Wyciągnęłam cytrynę, miód i torebkę herbaty. Kiedy woda się zagotowała zalałam  torebkę i dodałam miodu i cytryny. Położyłam się na kanapie, przykryłam kocem i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę " Więzień Labiryntu" . Co chwilę popijałam herbatkę. Rozległo się pukanie do drzwi. Wstałam i od razu zrobiło się chłodniej. 
- Dzień dobry - starsza kobieta podała mi dłoń.
- Dzień dobry.
- Julia Evans? 
- Tak, to ja.
- Możemy zaczynać? - miała bardzo miły głos.
- Tak, proszę wejść...

----------------------------------------

Widzimy się po dłuuuuugiej przerwie. Bardzo was przepraszam za to, ale nie umiałyśmy się dogadać z drugą autorką i się 'mijałyśmy'. Teraz będzie zasada '2 komentarzy' . Stawka się będzie podnosić... Chyba wszyscy wiedzą dlaczego... Nie chcemy pisać dla nikogo :)
PROSZĘ DOCEŃ MOJĄ PRACE I SKOMENTUJ :') 
~Minka